Schantoran
...:User:...
Dołączył: 19 Lip 2006
Posty: 20
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany:
Sob 22:40, 05 Sie 2006 |
 |
juz 5 w porywach do 6
Dobra daje moje opowiadanie...jest ono na pisane...hm..czy dobrym slowem(a nawet słowami) bedzie ,,na brudno" moze nie dokonca.
Napisana..nie przeredagowana...wersja beta. Krotkie, pisane w piśmiechu...tzw profil.
Mam na imię Schantoran. Imię to zostało nadane mi przez moich rodziców. To jedyna rzecz, jaką otrzymałem od nich, gdyż wkrótce zginęli. Było lato, miałem kilka lat, poszliśmy nad jezioro, ja i moi rodzice. Suche powietrze w dni pełne słońca, dobry czas na wycieczkę nad wszelakie zbiorniki wodne. Szliśmy wzdłuż rzeki, coraz dalej od miasta. Wiele więcej nie pamiętam. Wiem tylko tyle, ile dowiedziałem się od moich późniejszych opiekunów. Banda orków napadła moją rodzinę, bez broni moi rodzice długo się nie bronili. Jakim cudem przeżyłem, tego nikt nie jest w stanie wyjaśnić. Znaleziono mnie na brzegu wśród kamieni, niedaleko ciał moich rodziców. Byłem wychowywany, w elfim mieście, przez przyjaciół rodziny. Przyjąłem odpowiednie nauki. Gdy osiągnąłem wiek dojrzały, postanowiłem wyruszyć w świat. Bez celu wędrowałem wiele dni w poszukiwaniu, szczęścia, przygody, zemsty. Pewnego dnia w górach ujrzałem pewnego krasnoluda walczącego z grupą goblinów. Wspomogłem małego ludzika, chodź było to zbędne gdyż był dobrym wojownikiem. Zwał się Terry i przez długi czas towarzyszył mym wędrówka. Kilka przygód, na pustkowiach. Po jakimś czasie nasze drogi się rozeszły. Wędrowałem wraz z mym łukiem, przez lasy, pustkowia, góry. Pewnego dnia mej tułaczki, ujrzałem w małej kotlince ukrytą grotę. Oczywiście jak na podróżnika przystało postanowiłem ja zwiedzić. Jak się okazało system podziemnych korytarzy był znacznie rozbudowany. Błąkałem się tam przez kilka godzin. Wtem ujrzałem drewniane drzwi, z wspaniałymi złoceniami. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia…
...ciemność...
...Obudziłem się w nocy leżąc w sosnowym lesie niedaleko gór. Wstałem, podniosłem łuk. Dziwny głód nieznany. Coś się stało zacząłem biec, tracąc świadomość. Powróciła po pewnym czasie. To, co zobaczyłem mną wstrząsnęło. Pod mymi nogami leżała łania. Pełno krwi. Czułem dziwny smak w ustach. Tak... Wtedy uświadomiłem sobie prawdę, stałem się wampirem...
...Następne kilka tygodni... wędrówki w pół śnie...pół jawie... wiele nie pamiętam...
W końcu pogodziłem się ze swym losem... po pewnym czasie trafiłem do dziwnego miasta...
Nosiło ono nazwę Mineal. Spotkałem tam podobnych sobie, lecz nie to wpłynęło na ma decyzje o zakończeniu tułaczki.
Spotkałem dawnego towarzysza, krasnoluda. Gdy opowiedziałem mu swe przygody. To on namówił mnie na osiedlenie się w tym mieście.
Początek spokojnego życia...
Po kilku jednak latach zdarzyło się cos nowego. W dość przypadkowy sposób poznałem pewna piękną elfke. Zakochałem się... uczucie tak nieznane, lecz wspaniałe. Spotkaliśmy się później przypadkowo w karczmie. Rozmawialiśmy przy winie i dźwięku mej lutni. Po pewnym czasie postanowilismy wyjść na spacer. Piękna noc, rozgwieżdżone niebo, szum lasu, lekkie powiewy chłodnego wiatru wiatru. Tam nad rzeką poprosiłem ja o rękę. Powiedziała.... Tak... Jakież było moje szczęście. Nieopisane. Moje życie nabrało nowego sensu. To...niewiarygone...a jednak. Niedlugo potem pobraliśmy się.
|
|
|